Miałem nie pisać o tegorocznej awarii kolektora przesyłowego ścieków w Warszawie, bo temat znów stał się mocno polityczny i swoją aktywność ograniczyłem do prostowania fake newsów, które pojawiały się w sieci. Jednakże w tej całej burzy pojawiło się sporo wartościowych i merytorycznych informacji, które mogły wielu umknąć, więc w poniższym wpisie zbieram je w całość, uzupełniając niektóre swoim komentarzem.

Śledząc rozwój sytuacji widziałem wzajemne przerzucanie się odpowiedzialnością, argumentami, zarzutami i oskarżeniami. Pojawiały się pytania gdzie są ekolodzy. Ale podobnie jak w zeszłym roku rozbawił mnie termin fali ścieków, która dociera aż do Bałtyku… Ci co wymyślili ten termin chyba nie wiedzą jak wygląda fala. Ale wracając do tematu miałem się skupić na tych merytorycznych doniesieniach. 

Jednym materiałów, na które warto zwrócić uwagę jest interaktywny wykres ilości ścieków, które dostają się do Wisły oraz ładunek azotu i fosforu, który wraz z nimi trafia do rzeki. Sytuację na bieżąco można śledzić pod tym linkiem -> tutaj.

Z jednej strony słyszymy, że „Nic wielkiego się nie stało” a z drugiej jesteśmy bombardowani informacjami jak ten zrzut zanieczyszcza Wisłę. Komu przyznać rację? Zanim do tego przejdę warto przytoczyć dane z opracowania GUS, Ochrona Środowiska 2019 (dane za rok 2018). Wg tego opracowania w 2018 roku do morza Bałtyckiego wpłynęło Wisłą 83 010 ton azotu ogólnego i 4 610 ton fosforu ogólnego. Jak popatrzymy na powyższe dane to w dniu 16 września 2020 r., w wyniku awarii dostało się do Wisły 244,5 tony azotu ogólnego i 27,9 tony fosforu ogólnego, czyli na ten dzień jest to odpowiednio 0,3% i 0,6% rocznego ładunku. Jeśli popatrzymy na te liczby to widać, że w skali rocznej nie jest to dużo, ale należy pamiętać, że ze środowiskiem jest jak ze szklanką, w pewnym momencie pojemność się kończy, a wtedy zachodzą zmiany w ekosystemie jak to nazwali niektórzy ekolodzy, rzeka jest przekarmiona i w procesach samooczyszczania nie jest wstanie zneutralizować więcej zanieczyszczeń.

źródło: GUS, Ochrona Środowiska 2019

Takie przekroczenie odporności ekosystemu na pewno ma miejsce w miejscu zrzutu, bo pomimo zastosowania metod mających ograniczyć zanieczyszczenia nie wszystko da się wyłapać, szczególnie mikrozanieczyszczenia i rozpuszczone formy azotu i fosforu. Dowodem tego są martwe ryby wyrzucone kilka kilometrów dalej na wysokości Łomianek na brzegu po tej samej stronie co awaryjny zrzut. Co mogło zabić ryby? Przyducha, toksyny?

Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska prowadzi monitoring Wisły powyżej (w górę rzeki w stronę Krakowa) i poniżej (w dół w stronę morza) zrzutu ścieków przy Farysa. Monitorowane są cztery parametry – pH, temperatura, stężenie tlenu i przewodnictwo. Pierwsze dwa bez większych zmian, więc ich wykresów nie daję poniżej. Tlen też się za wiele nie zmienił, ale wartości w okolicach 7-8 mg/L dla niektórych ryb mogą być krytyczne, szczególnie przy wyższych temperaturach i zanieczyszczeniach. Również w przypadku przewodności wielkich zmian nie ma, a na początku awarii wartości były wyższe powyżej zrzutu. Ten parametr informuje o ilości jonów rozpuszczonych w wodzie – wartości najbardziej rosną przy prostych jonach np. chlorkach, ale suma wszystkich, które mogą być w rzece też daje wysokie odczyty.

Wyniki monitoringu prowadzonego przez WIOŚ w Warszawie (więcej tutaj)

Aby odnieść powyższe wartości stężenia tlenu do zapotrzebowania ryb wyszukałem informacje jak sobie radzą poszczególne gatunki. Znalazłem je w opracowaniu „Akcja zarybieniowa 2018 – zarybienia okiem ichtiologa” Olsztyn 2018, gdzie umieszczono m.in. poniższą tabelę.

źródło: Akcja zarybieniowa 2018 – zarybienia okiem ichtiologa (link do pliku pdf)

Na podstawie powyższych informacji można wnioskować, że to raczej nie deficyt tlenowy, chociaż przy samym zrzucie stężenie tlenu może być znacznie niższe niż wykazana 500 metrów dalej w monitoringu WIOŚ.

Co zatem mogło spowodować śmierć ryb? Sam się długo zastanawiałem, aż trafiłem na post prezesa Wód Polskich, w którym jest mowa o azocie amonowy – pierwsza forma rozpuszczonego azotu powstająca z rozkładu materii organicznej, w tym także mocznika. W zależności od gatunku ryb amoniak (azot amonowy) może być toksyczny już od wartości powyżej 0,5 mg/L, a jak wynika z postu przy samym zrzucie jest to prawie około 4 mg/L, a smuga ciągnąca się wzdłuż brzegu na odcinku kilku kilometrów przekracza podany przeze mnie próg. Podobnie może wyglądać sytuacja w przypadku pozostałych zanieczyszczeń. To co jest ciekawe w tym poście to wyliczenie strefy mieszania na około 5 km – oznacza to, że na tym odcinku ścieki tak się wymieszają z wodami Wisły, że większość zanieczyszczeń powinna być na poziomie porównywalnym jak w rzece powyżej zrzutu. Napisałem, że większość, bo wśród tych które popłyną dalej są śmieci, które się nie powinny znaleźć w ściekach, a trafiają tam spuszczane w toalecie lub jako śmieci zmywane z ulic, które trafiają do rzeki poprzez kanalizację deszczową, która w centrum stolicy łączy się z kanalizacją ściekową.

link do postu z FB tutaj

Przy okazji warto zrobić to o czym przypominają na każdym kroku wszystkie wodociągi w kraju: TOALETA TO NIE ŚMIETNIK !!!

Z materiałów PWiK Gliwice

Patrząc na strefę mieszania z postu Przemysława Dacy, przypomniałem sobie moje obliczenia z zeszłego rok, w których strefa mieszania wyszła mi między 2 a 4 kilometry, ale nie miałem tyle danych i narzędzi do modelowania hydrodynamiki w miejscu zrzutu, czym na pewno dysponują Wody Polskie, więc nie mogłem oszacować jak bardzo smuga zanieczyszczeń będzie rozciągnięta wzdłuż brzegu. Niemniej moje zeszłoroczne tonowanie emocji okazuje się zasadne skoro sam prezes Wód Polskich pokazuje grafikę i dane, które są zbliżone do moich obliczeń, a większość zanieczyszczeń nie dociera do Płocka, nie mówiąc już o Bałtyku. Jeśli już coś tam dopłynie to te śmieci, których tam nie powinno być. Ze szczegółami moich obliczeń możecie się zapoznać we wpisie Chłodnym okiem o awarii w Warszawie., a poniżej podsumowanie:

  • Przy średnich stężeniach ścieki rozcieńczą się na odcinku 2,2 km.
  • Przy maksymalnych stężeniach na odcinku 2,2 km normy jeszcze nie będą spełnione, ale po kolejnych dwóch kilometrach norma spokojnie będzie spełniona.
awaria_warszawa_tabela

W sieci pojawiały się też liczne pytania i komentarze, gdzie są „ekolodzy”? Czemu nie ma ich przy tym zrzucie? Jednak chyba nie wszyscy zapoznali się ze stanowiskami tych organizacji, które były publikowane w sieci. Odnosząc się do polityki, która tak mocno weszła kaloszami w ten temat, jest jeden zeszłoroczny komentarz, który jest aktualny także w tym roku.

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, tekst „Remigiusz Okraska 30 sierpnia 2019 o 15:20 Sam już nie wiem, co jest bardziej obrzydliwe, ci pisowscy "ekolodzy", którzy mieli w nosie dziesiątki antyekologicznych decyzji prawicy, ale dzisiaj są zatroskani o czystość Wisły, czy ci liberalno-demokratyczni "ekolodzy", którzy przez długie lata uważali, że ekologia to fanaberia dziwaków lub blokowanie postępu przez oszołomów, ale wystarczyło, że PiS zaczął rządzić w 2005 czy 2015, żeby nagle uwrażliwili się, na moment.”
Link do grafiki na FB bloga tutaj

Temat dobrze podsumował też Piotr Bednarek z Wolnych Rzek.

Zastanawiający jest na pewno fakt, czemu w ciągu roku na tym kolektorze przesyłowym były dwie awarie. Teorii wiele, a ostatecznej ekspertyzy nie mamy. Ale znalazłem ciekawą analizę, która może dać odpowiedź na przyczynę tych awarii, zobaczymy jak pokryje się ona z oficjalnymi ekspertyzami.

Post użytkownika Facebooka, do którego link jest tutaj

Awaria kolektora Czajki (prawdopodobne przyczyny awarii) – o czym mało lub w ogóle nie ma w mediach i o czym wolą nie mówić „eksperci”. Słyszymy co najwyżej o jakiejś tajemniczej ”Wadzie ukrytej”. Dziś rurociągi /stalowe/ z gazem, ropą mają nawet kilka tysięcy km długości i nie odnotowuje się żadnych większych awarii. Przebiegają często po górach, mokradłach, dnach rzek i oceanów. Po dnie Bosforu w uskoku międzykontynentalnym w betonowo-stalowej rurze jadą bezpiecznie samochody i pociągi.

Przerzucenie rury pod dnem rzeki takiej jak Wisła wydaje się banalne (Gruba Kaśka tłoczy wodę dla Warszawy tunelem i rurami pod Wisłą od 50 lat !). W Warszawie do transportu g… zamiast stalowych rur (tylko na odcinku 1,3 km pod Wisłą) położono „rury” zbudowane z …plastikowych pierścieni łączonych właściwie na wcisk metodą na opaskę (średnica każdego pierscienia 1,6 m). Kiedy zorientowano się że taka konstrukcja jest za słaba, postanowiono rury zalać …betonem. Kiedy okazało się że masa betonu jest za ciężka dla plastikowej konstrukcji – rury zalano lżejszym ale słabszym betonem napowietrzonym /nie jest to beton konstrukcyjny/. Przed zabetonowaniem, rur najprawdopodobniej w żaden sposób nie zakotwiono do konstrukcji tunelu /brak podpór lub ławy fundamentowej/. Bezpośrednio w wylewce zacementowano bez żadnych wzmocnień i podpór tor wagonu technicznego /dopiero w 2019 na odcinku tylko 100 m pierwszej awarii zastosowano stalowe solidne rusztowanie/. Z kolei połączenie odcinka stalowego rurociągu i plastikowego pod ostrym kątem na wejściu do tunelu w miejscu gdzie występują największe obciążenia prosiło się o awarie już od początku. Dziś ta całość 1300 m „pracuje” i nie wytrzymuje obciążeń. Błąd wydaje się projektowo-konstrukcyjny i wykonawczy. Ktoś wymyślił i zrealizował ten nowatorski pomysł oraz zaakceptował takie rozwiązanie. W kolejnych latach ignorowano tą konstrukcję z nieszczęsnym błędem wynikłym już na etapie powstawania. Niniejszy post nie ma i nie miał na celu robienia wycieczek politycznych bo nie o to tutaj chodzi, ale odnoszę wrażenie że duża część czytających myli i chyba świadomie przeinacza kto rządził w Warszawie w okresie którego sprawa dotyczy – Przetarg i umowa na budowę kolektora Czajki pod rzeką miał miejsce w okresie marzec-lipiec 2010 roku /projekt kolektora 2009 rok/.

P.S. Dzień przed drugą katastrofą – tunel wizytowali specjaliści z Politechniki Warszawskiej. Nie oceniam ich pracy, ale chyba mieli szczęście że się nie potopili. Ich raportu pewnie nigdy nie zobaczymy. Chciałbym natomiast wiedzieć, czy w ostatnich dniach w tunelu był używany wagon techniczny – jeśli tak to dla nadwyrężonej konstrukcji mogło to zadziałać jak słynny już „sabotaż i atak terrorystyczny” /w tunelu jest monitoring/. Jeden z ekspertów jakiś czas temu wyjaśniał, iż przyczyną awarii kolektora jest nadzwyczajny splot nieoczekiwanych nieprzewidywalnych niekorzystnych czynników i zdarzeń… przypomina to komunikaty z 1986 r. o awarii w Czarnobylu. Ekspertyzy dotyczące awarii Czajki z 2019 r. kosztowały 7 mln zł i niczego rzeczowego nie ustaliły (można poczuć się jak Al Pacino w Ojcu Chrzestnym cyt. to obraża moją inteligencję).

Swoją drogą „Awaria kolektora” brzmi dumnie – to Jasiu po prostu rura pękła (Jan Kobuszewski)
Niniejszy post powstał w oparciu o analizę, przegląd i połączenie w jedną logiczną całość materiałów, zdjęć i wypowiedzi ogólnie dostępnych na stronach i profilach: MPWiK, Warszawskiego Ratusza i Urzędu Miasta, Gazety Wyborczej, Rafała Trzaskowskiego, Kancelarii Premiera, inzynierbudownictwa.pl, salon24.pl, polskieradio24.pl.

EDIT: po porannym poście prezesa Dacy z jego wywiadu w Polskim Radiu muszę się odnieść jeszcze do jednej rzeczy. Na stronach PR24 możemy przeczytać:
Odniósł się także do opinii niektórych naukowców, potwierdzających dobry stan wody w rzece. – Część środowiska naukowego jest uzależniona od miasta Warszawy, dostaje duże granty. Może tu trzeba szukać źródła dobrych informacji na ten temat – skomentował gość PR24.

Ja bym nawet powiedział, że większość środowiska naukowe jest uzależniona od finansowania grantów z Warszawy, ale nie z budżetu miasta, a budżetu państwowego, z tego samego z którego finansowane są Wody Polskie, a także WIOŚ, którego dane z monitoringu są powyżej, oraz GUS, który zbiera dane z podmiotów, aby syntetycznie to opracować. Ta część naukowców, która nie jest finansowana z krajowego budżetu to są granty ze środków międzynarodowych np. Unii Europejskiej, ale to też w sumie pośrednio z budżetu krajowego idzie.

Nie można negować w 100% wpływu awarii na ekosystem Wisły, szczególnie w pobliżu zrzutu, ale o tym mówią wprost naukowcy, których wypowiedzi przytaczałem w zeszłym roku, natomiast nie ma mowy o katastrofie ekologicznej na wysokości Płocka czy w morzu. Tym bardziej, że zgodnie z definicją katastrofa ekologiczna to:
załamanie równowagi dynamicznej ekosystemu środowiska przyrodniczego w stopniu uniemożliwiającym odtworzenie go w wyniku działania naturalnych mechanizmów.”

Także zarówno całkowitego negowanie wpływu zrzutu na Wisłę, jak i wyolbrzymianie jej do rangi katastrofy ekologicznej zagrażającej życiu i zdrowiu ludzi, są nie na miejscu i jeśli jakiś naukowiec tak mówi to podeślijcie mi takie info.

Dziękuję wszystkim, którzy wspierają moją pracę, a szczególnie Patronom, którzy poprzez darowizny wspierają dalszy rozwój mojej wodnej pasji. Możesz do nich dołączyć zostając moim Patronem lub Mecenasem
tutaj więcej informacji

Możesz też zarejestrować się poprzez poniższy formularz, aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!