Powódź to zjawisko gwałtowniejsze niż susza, więc i czasu na przeanalizowanie sytuacji jest mniej. Już od pierwszych sygnałów modeli IMGW ostrzegających o możliwych ekstremalnych opadach starałem się na bieżąco śledzić wszystkie komunikaty, doniesienia i komentarze. W dzisiejszym wpisie zbieram to w jedną całość, a jeśli coś pominąłem lub pojawi się coś nowego to będę go aktualizował. Tekst planowałem dać kilka dni później, ale widząc po raz kolejny wysyp zero-jedynkowego podejścia, zmieniłem to postanowienie. Od niedzieli do wtorku wypowiadałem się dla różnych mediów, ale w żadnym z nich nie było tyle przestrzeni, aby wyczerpująco opisać wszystkie wątki. Jeżeli w moich dotychczasowych wypowiedziach wkradła się nieścisłość lub nie mogłem w pełni wyrazić swoich przemyśleń to mam nadzieję, że poniższych tekst odda w pełni, jasno i wyraźnie moje spojrzenie na problem, które jest efektem wielu rozmów i lektur na przestrzeni ostatnich lat, jak i ostatnich dni.
Swój opis skupię na ziemi kłodzkiej, bo to na tym regionie skupiła się największa uwaga w pierwszych dniach i to jej przyjrzałem się bardziej. Zacznę jednak od źródła – czyli czym jest powódź. Jak słusznie zauważył prof. Czerniawski w naszej wspólnej rozmowie w Polsacie w poniedziałek wieczorem, z powodzią mamy do czynienia, gdy woda zaczyna zalewać ludzki dobytek i powstają straty ekonomiczne. W przyrodzie nie ma czegoś takiego jak powódź, tak jak napisałem wcześniej (odniesienie do tekstu o pamięci rzek), to jest natura rzeki, że wylewa, wezbrania i niżówki to jej rytm, a przyroda wykształciła mechanizmy adaptacji zmiennych warunków przepływu – zgodnie z dewizą doboru naturalnego adoptuj się lub giń.
- Opad był zdarzeniem ekstremalnym, którego intensywność została zwiększona przez antropogeniczną zmianę klimatu (o ok. 20%) (za ClimaMeter)
- Jedynym 100% zabezpieczeniem przed powodzią jest usunięcie zabudowy z terenów zalewowych
- Wszystkie rozwiązania naturalne i techniczne mogą na ziemi kłodzkiej jedynie łagodzić skutki takiego zdarzenia pogodowego
Natura wzmocniona antropogeniczną zmianą klimatu
Powódź jest naszą ludzką perspektywą na wyższe stany wody, gdyby w terenach zalewowych nie było ludzkich wytworów nikt by o niej nie mówił. No, ale na wielu etapach rozwoju cywilizacji podchodziliśmy do rzek z różnych przyczyn, od podstawowych jak zapewnienie wody pitnej i pokarmu, po transport, walory obronne, energię czy walory turystyczne. Weszliśmy na teren rzeki, nie dając jej nic w zamian, stąd powodzie. Są miejsca, gdzie powodzie zdarzają się rzadziej, a są takie że częściej. Ziemia kłodzka jest chyba jednym z tych miejsc w Polsce, gdzie powódź występuje częściej. Specyfika lokalizacji i ukształtowania terenu powoduje, że zabudowania położone nad rzekami w tym regionie są bardziej narażone na zalewanie. Jak zauważyła Agnieszka Hobot w tekście na portalu Wodne Sprawy:
„Kotlina Kłodzka leży w rowie tektonicznym, co znacząco wpływa na hydrologię obszaru. Struktura ta sprzyja gromadzeniu się wód opadowych z otaczających ją terenów. Okoliczne rzeki mają charakter górski, z twardym, kamienistym dnem, co zwiększa prędkość przepływu wody i jej erozyjny potencjał. Nysa Kłodzka, płynąca przez centralną część Kotliny, zasilana jest przez liczne dopływy zarówno z prawej, jak i lewej strony. Te dopływy, spływające z górskich stoków, przyczyniają się do dynamicznego wzrostu poziomu wód w rzece, co jest istotnym czynnikiem determinującym charakter zjawisk powodziowych w tym regionie. Szybki przybór wód w korytach rzecznych prowadzi do formowania się intensywnej fali powodziowej, której kumulacje obserwuje się głównie w dolnych, ujściowych odcinkach rzek.”
Mamy więc zwiększone ryzyko powodziowe wynikające z naturalnych właściwości regionu. I w ten region weszliśmy z zabudową. I tu jest sedno wielu problemów, ale zanim opiszę to szerzej, wróćmy jeszcze do naturalnych predyspozycji i wpływu antropogenicznej zmiany klimatu. Naturalną predyspozycją jest ścieżka przemieszczania się niżu genueńskiego. Fajnie i krótko wyjaśnili to:
„Niż genueński to układ niskiego ciśnienia, który powstaje w rejonie Genui na północy Włoch. Może przynosić intensywne opady deszczu lub śniegu.
Powstaje, gdy chłodne powietrze z północy (z nad Europy) zderza się z ciepłymi masami powietrza znad Morza Śródziemnego. To powoduje obniżenie ciśnienia atmosferycznego w rejonie Genui, co prowadzi do rozwoju dynamicznego układu niskiego ciśnienia.
Zasysa duże ilości wilgoci z Morza Śródziemnego i przenosi je zgodnie z trasami na zdjęciu powodując powodzie na swojej trasie.
Jego klasyczna trasa to Vb, czyli ta przechodząca przez Polskę ”
Jesteśmy więc na trasie zrzucania wody przez ten typ niżu.
Mechanizm zejścia tego chłodu z północy w wyniku rozpadu prądu strumieniowego pokazał na swoim profilu Scoot. Jak podają naukowcy zajmujący się klimatem, takie rozpady będą trafiały się coraz częściej, bo Arktyka ogrzewa się szybciej niż obszar średnich szerokości geograficznych, a mniejsze różnice temperatur powodują spowolnienie tego prądu i zmianę jego kształtu z owalnego na pofalowaną wstążkę, która zrzuca jęzor zimna na południe w jednym miejscu, a w drugim zaciąga jęzor ciepła daleko na północ (opisywała to itp. Nauka o klimacie – https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/anomalie-pogodowe-arktyka-i-prad-strumieniowy-36)
Jak zostało wspomniane niż genueński zaciąga wilgoć z Morza Śródziemnego. Profil Motyl i globus zebrał w jednym miejscu najważniejsze informacje. Jak widać na załączonym wykresie ostatnie miesiące to rekordowe temperatury powierzchni morza, a co za tym idzie większe parowanie. Warto tutaj wspomnieć, że w 2023 roku padł rekord 30 st C powierzchni morza, w tym roku padło kolejny 32 st C. Niż genueński miał więc sporo wilgoci do zaciągnięcia, szczególnie, że jak widać na mapie Zatoka Genueńska była jednym z tych regionów, które nagrzały się więcej ponad normę wieloletnią. Uzupełnieniem są paski pokazujące średnią temperaturę morza w kolejnych latach.
Mamy więc naturalne predyspozycje wzmocnione zmianą klimatu, bo temperatury Morza Śródziemnego to efekt długich fal upałów. Rosnące średnie temperatury powietrza to większa pojemność pary wodnej, więc więcej czasu upływa zanim powietrze wysyci się wilgocią i para zamieni się w opad. W przypadku niżu Boris opad ten wywołało zderzenie się zimnego wilgotnego powietrza, z ciepłym suchych, które przecież jeszcze na początku felernego tygodnia dawało w Polsce słoneczną i upalną pogodę. Antropogeniczna zmiana klimatu powoduje, że coraz częściej będziemy przekraczać dotychczasowe rekordy, nie tylko temperatur, ale i sumy opadów. Czy można było się przygotować zatem na takie zjawisko? Tak, adaptując się do zmiany klimatu – ale to jest działanie długofalowe. Czy można było zareagować szybciej i lepiej, itp. zarządzając wcześniejszą ewakuację? Tak, tym bardziej, że początkowe wyniki modeli IMGW sprawdziły się.
12.09.2024 o godz. 17:00 modele IMGW przewidywały:
- W piątek (13 września) – 50-70 mm w ciągu dnia w itp. Dolnośląskim i opolskim
- W sobotę (14 września – intensywne opady deszczu obejmą obszary województw: dolnośląskiego, opolskiego, śląskiego oraz małopolskiego. W tym rejonie prognozuje się wystąpienie sumy dobowej od 50 do 120 mm. Największe sumy spodziewane są w południowych częściach wymienionych województw
- W niedzielę (15.09) intensywne opady deszczu wystąpią głównie w województwach dolnośląskim opolskim i śląskim, gdzie według prognoz maksymalna suma dobowa wyniesie miejscami do 60-70 mm
To był chyba pierwszy sygnał o powadze sytuacji z jaką będziemy mieć do czynienia, bo daje nam to zakres opadów od 160 do 260 mm – średnioroczny opad dla Kłodzka to 600 mm
Niecały dzień później 13.09.2024 godz. 13:00 Mieliśmy komunikat:
„W związku z obecnością centrum ośrodka niskiego ciśnienia na południu kraju, w okresie 13.09.2024 00:00 UTC – 16.09.2024 00:00 UTC (72 h) wyniki modeli numerycznych wskazują na duże sumy opadów atmosferycznych na południu Polski.
Poniżej przedstawiony przebieg zjawisk został opracowany z wykorzystaniem następujących numerycznych modeli pogody: GFS 0.25°, ECMWF 0.1°, COSMO 7 km oraz Alaro 4 km. Scenariusze wskazywane przez wyżej wymienione modele obejmują wystąpienie maksymalnych sum opadów od 250 do 400 mm w zlewni Nysy Kłodzkiej, a w zlewni Małej Wisły od 200 do 350 mm.”
Ostrzeżenia napływały także z europejskiego systemu, który 12 września wskazywał, że m.in. na ziemi kłodzkiej należy spodziewać się największych sum opadów, a dzień później kolejny alert najwyższego czerwonego poziomu o bardzo intensywnych opadach w dniach 13 i 14 września (https://erccportal.jrc.ec.europa.eu/ECHO-Products/Echo-Flash?fbclid=IwY2xjawFaHn5leHRuA2FlbQIxMAABHZA1p8920F2BePAolSSVt_PKP3Q1JjJNG3FizWx1lcBdpfEUK5b3F-48rg_aem_CwS-EVtGuALnKFkA4WZunA#/echo-flash-items/27798)
I tak naprawdę od wydania tej prognozy powinna wystąpić pełna mobilizacji i przygotowanie na najgorsze. Czy tak się zadziało, możecie ocenić sami.
Satelitarne podsumowanie opadów zamieszczone poniżej pokazuje, że przewidywania modeli się sprawdziły. Mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem ekstremalnym. I to na tyle, że na stacji wodowskazowej w Kłodzku (na Nysie Kłodzkiej) stano wody i przepływ przewyższały wyliczenia dla wody 500-letniej, czyli wartości o prawdopodobieństwie wystąpienia raz na 500 lat. W dokumentach dotyczących aktualizacji planów zarządzania ryzykiem powodziowym mamy wartości
Q 0,2% – 1025 m3/s
HQ 0,2% – 591 cm
A w trakcie fali powodziowej mieliśmy w niedziele 15.09 o godzinie 15:00
Q – 2040 m3/s
HQ – 793 cm
Usunąć zabudowę z terenów zalewowych
Mamy więc naturalne predyspozycje regionu i wzmocnienie zjawiska zmianą klimatu, jak zatem sobie radzić na ziemi kłodzkiej z ryzykiem powodziowym? Wrócę do zagadnienia zabudowy w terenach zalewowych – niestety sami wystawiamy się na ryzyko zalania. To trochę tak jakbyśmy z zamkniętymi oczami wbiegali na przejście dla pieszych, raz się uda, a innym razem nie, im bliżej rzeki jest zabudowa tym większe ryzyko. Z drugiej strony w terenach górskich budowa na płaskim dnie doliny rzecznej jest łatwiejsza niż na stokach. Wielu ekspertów wskazuje, że powinniśmy oddać rzekom przestrzeń – tam gdzie się da, musimy dać im się rozlewać. I to nie jest tylko stanowisko przyrodników i społeczników. Także hydroinżynierowie widzą potrzebę zmian. Dr Żelaziński na łamach Dzikiego Życia mówił tak:
„Pracę doktorską pisałem z analizy oddziaływania zbiorników retencyjnych na powódź, a ponadto prowadziłem w Instytucie Automatyki Politechniki Warszawskiej dwa wielkie projekty badawcze związane z tą problematyką. Doszedłem do wniosku, że efektywność tych zbiorników daleko odbiega od tego, co zakładano na etapie projektowania. Powódź z 1997 r. utwierdziła mnie w tych przekonaniach. Osobiście jestem zwolennikiem ochrony przyrody, ale jako inżynier krytykuję zbiorniki retencyjne przede wszystkim z punktu widzenia bezsensownego wydawania publicznych pieniędzy. Na seminarium w Paryżu, poświęconym powodziom, usłyszałem, że problem powodziowy to problem legislacyjny, edukacyjny i organizacyjno-informacyjny. To znaczy, że ustawodawstwo powinno wszelkimi możliwymi sposobami ograniczać zagospodarowanie terenów zalewowych, bo tylko w ten sposób można przerwać błędne koło ochrony przeciwpowodziowej wyłącznie środkami technicznymi. Ludzie powinni wiedzieć, że mieszkają na terenach zagrożonych. Ochrona przed powodzią nie powinna być obowiązkiem państwa, lecz społeczności lokalnych, zamieszkujących tereny zagrożone. U nas raczej się ludzi oszukuje, mówiąc, że jak zostanie wybudowany kolejny zbiornik czy wał, to już będzie w porządku. Bardzo trudno jest przełamać psychiczne opory społeczeństwa. Dużym problemem są odszkodowania. Wszyscy są zgodni, że nie należy budować miasta na polderze, natomiast nikt nie jest w stanie tego wyegzekwować, bo powstaje problem utraty wartości i rekompensat za to.”
Zatem najlepszym długofalowym rozwiązaniem byłoby usunięcie zabudowy z terenów zalewowych. W przypadku pojedynczych zabudować czy obszarów o mniejszej gęstości zabudowy może to być łatwiejsze, ale co zrobić z większymi miastami czy miejscowościami? Nadrzecznych terenów dużych miast już nie usuniemy, szuka się więc zastępczych miejsc do kontrolowanego rozlewania wody lub opóźniania jest spływu. I tak dla ochrony Wrocławia i Opola, ale także wszystkich terenów położonych wzdłuż Odry, powstał zbiornik/polder Racibórz, którego zadaniem jest spłaszczenie fali powodziowej i opóźnienie spływu wód z terenu naszych południowych sąsiadów. Ale na ziemi kłodzkiej nie ma miejsca na tak duży zbiornik.
Jak chronić to czego nie usuniemy z terenu zalewowego
Usunięcie infrastruktury z terenu zalewowego wydaje się najlepszym rozwiązaniem, ale czy ktoś wyobraża sobie porzucenie całego centrum Kłodzka? Jak dla mnie mało realne. Trzeba więc szukać rozwiązań, które ograniczą możliwość zalania i ograniczą straty. Mamy teraz wysyp pomysłów jak to zrobić – od poprawy gospodarki leśnej, przez renturyzację rzek, po kolejne zbiorniki. Są też inne możliwości, ale nie przebijają się do przestrzeni publicznej. Ale po kolei.
Zacznę od góry, czyli od lasów. Wiele osób wskazuje, że gdybyśmy prowadzili właściwą gospodarkę leśną to ochroniłyby nas przed powodzią. Nie udało mi się znaleźć publikacji dotyczących ziemi kłodzkiej, ale mam przykład niedalekiej zlewni Soły (Jaguś, 2019). Jak widać rzeczywiste użytkowanie terenu w każdym przedziale wysokości nie mieści się w zalecanych granicach. Ma to wpływ na obieg wody – retencję opadów, czas opóźniania spływu itp.
| Wysokość nad poziomem morza [m. n.p.m.] | Typ użytkowania | Optymalny poziom użytkowania dla Polskich Karpat [%] | Użytkowanie górnej części zlewni rzeki Soły [%] |
| < 500 | Lasy | 30 | 18,5 |
| Łąki | 20-30 | 16,5 | |
| Grunty orna | 30-40 | 43,0 | |
| Miasta/Drogi/Woda/Skały | 10 | 22,0 | |
| 500-700 | Lasy | 50-55 | 48,5 |
| Łąki | 20-30 | 18,0 | |
| Grunty orna | 15-20 | 20,0 | |
| Miasta/Drogi/Woda/Skały | 5 | 13,5 | |
| 700-1000 | Lasy | 80-85 | 70,0 |
| Łąki | 15-20 | 11,0 | |
| Grunty orna | 0 | 7,5 | |
| Miasta/Drogi/Woda/Skały | naturalne nieużytki | 11,5 | |
| >1000 | Lasy | Naturalne | 48,5 |
| Łąki | Tylko pastwiska | 31,0 | |
| Grunty orna | 0 | 0,0 | |
| Miasta/Drogi/Woda/Skały | naturalne nieużytki | 20,5 |
Las jest jednym z przykładów naturalnej retencji, długofalowo działa jak gąbka, ale w przypadku pojedynczych zdarzeń najważniejszym parametrem będzie zdolność retencji wody i opóźnienie odpływu z pojedynczego opadu. W przeglądzie literatury wykonanym przez Gribovszki i in. (2019) pokazano retencję w zależności od gatunków budujących las. Z informacji bliższych dla naszego regionu podano retencję na poziomie:
- 5–7% rocznych opadów w zachodniej części Węgier (Zagyvainé et al., 2014)
- 8% opadów latem i 16% zimą w lesie dębowym bezszypułkowym na Węgrzech (Führer, 1994)
- Obliczone pojemności magazynowe dla 1 m2 powierzchni lasu są następujące: 2,3 l/m2 dla buka, 4,1 l/m2 dla świerka i 1,8 l/m2 dla dębu bezszypułkowego (Zagyvainé i in., 2013).
Gdy porównamy te wartości do analizowanego zdarzenia opadowego to widać, jak niewiele tej wody mógł zatrzymać las. Na jednej stronie znalazłem jeszcze informację, że las może zatrzymać od 4 do 6 mm wody w koronie drzew podczas jednego opadu (Markart i in., 2007)
Mamy więc efekt łagodzący ekstremalne zjawisko, ale las nie zatrzyma powodzi przy tak ekstremalnym opadzie. Poziom retencji można zwiększyć ochroną i odtwarzaniem torfowisk. Renaturyzacja, np. poprzez odsuwanie wałów, tak jak to zrobiono w okolicy Domaszków-Tarchalice czy suche zbiorniki, a właściwie poldery zalewowe, takie jak Racibórz, to kolejne rozwiązania ograniczające skutki powodzi.
Więcej miejsca zostawionego rzece na rozlewanie się, to spłaszczenie fali wezbraniowej – widać to na przykładzie podobnego rozwiązania u Czechów.
Pytanie ile i na co mamy miejsca na ziemi kłodzkiej. Na pewno nie ma miejsca na kolejny Racibórz. O dostępności terenu pod różne rozwiązania mówi w swoim materiale Piotr Bednarek – polecam obejrzeć jego materiał.
W tym roku polder Racibórz przeszedł prawdziwy egzamin skuteczności i wygląda na to, że go zdał. Znacząco spłaszczył falę, ograniczają zalanie terenów położnych wzdłuż Odry. Jak przyjrzymy się jego historii to mamy w niej:
- długie rozmowy z mieszkańcami i skuteczne doprowadzenie do przemieszczenia całych miejscowości
- zachowanie cennych przyrodniczo terenów
- rolnicze użytkowanie terenu w fazie suchej
To jest dowód na to, że się da. Czemu więc na ziemi kłodzkiej nie ma polderów suchych? Nie ma, bo cały proces ucięła polityka, które nie potrzebnie się włączyła w spór. Nie ma, bo ważniejsze były wielofunkcyjne właściwości zbiorników wypełnionych wodą, a nie ochrona przeciwpowodziowa tego regionu. Suche zbiorniki są budowane inaczej od mokrych, więc tych drugich nie można całkowicie opróżnić, co zmniejsza ich zdolność przeciwpowodziową. Zatrzymać i spowolnić odpływ można też poprzez blokowanie spływu różnymi żlebami, którymi okresowo płynie woda. Takimi jak na poniższym zdjęciu – zasada działania jak przy tamach boborowych, których raczej nie zobaczymy wysoko w górach lub na suchych żlebach.
Powyższe rozwiązania razem wzięte zatrzymają część wody w pierwszej fazie opadu, a gdy już się przepełnią spłaszczą falę wezbraniową, ograniczając straty powodziowe. Straty można ograniczać też poprzez uodpornienie budynków. W pamięci mam jedno ze zdjęć z USA, gdzie do połowy szyby okiennej była woda, a w środku sucho – widać są na to technologie odpowiedniej szczelności do zastosowania na najniższych kondygnacjach budynków zagrożonym obszarze. Można też zarządzać spływem wody – jeśli nie ma miejsca już na retencję powyżej miasta, to zarządzajmy przepływem wody powodziowej przez nie, stosując np. mobilne szandory czy rękawy przeciwpowodziowe i rozlejmy wodę na terenach poniżej miasta, aby zagrożenie dla kolejnych było mniejsze.
Ale żeby to wszystko razem zafunkcjonowało to potrzebna jest bardzo dokładna analiza hydrologiczna, zweryfikowana w terenie i dobrze przygotowane plany zarządzania kryzysowego. No i bez mieszania się polityków. A z tym jak widzimy bywa różnie.
I na koniec jeszcze jedna ważna rzecz. Jeżeli nie usuwamy się z terenów zalewowych i szykuje nam się ekstremalne zjawisko – ostrzeżenia IMGW o zagrożeniu 3 stopnia, to traktujmy poważnie te ostrzeżenia, zarówno my obywatele jak i urzędnicy. W ostatnim czasie coraz częściej spotykam się z komentarzami: „dostałem alert RCB, ale burzy u mnie nie było, do kity takie ostrzeżenia, które się nie sprawdzają”. To ja zadam pytanie: ilu z Was ma ubezpieczenie na życie? Ilu z Was skorzysta z najwyższych świadczeń – tych dotyczących śmierci lub trwałego uszczerbku na zdrowiu? Prawdopodobieństwo jest niskie – ubezpieczyciel umie kalkulować. I teraz tą informację odnieście do alertów RCB, które są pochodną analiz IMGW – nawet jeżeli sprawdzi się 1/30 takich alertów to i tak prawdopodobieństwo jest wyższe niż przy ubezpieczeniach. Więc warto ponieść koszt przygotowania się na najgorsze, niż później znacznie więcej stracić, a jak wiemy z doniesień prasowych poza stratami materialnymi mamy kilka ofiar tej powodzi.
I tak jak napisałem na początku jeżeli będą kolejne informacje uzupełniające wiedzę o tym wydarzeniu, będę aktualizował wpis, aby wszystko było zebrane w jednym miejscu i przysłużyło się ochronie przeciwpowodziowej górskich regionów takich jak ziemia kłodzka.
Odnośniki (w kolejności pojawienia się w tekście)
- Tekst w Wodnych Sprawach
https://wodnesprawy.pl/powodz-w-kotlinie-klodzkiej-przyczyny-katastrofalny/?fbclid=IwY2xjawFVUHdleHRuA2FlbQIxMAABHVxDQuWVpYAWQugjoXr1wBrR8no2f_cJezis-479JcjWn3lsLVnnrzKq-Q_aem_R7wuZAKETDowZZ0Z8U6pzg - Tekst dzikie życie
https://dzikiezycie.pl/archiwum/2003/stycz-2004/oddac-rzekom-ich-przestrzen-rozmowa-z-dr-januszem-zelazinskim?fbclid=IwY2xjawFU73NleHRuA2FlbQIxMQABHSoO3xnBC1z13h-C-BWS68nz5r-yvjnQVniVrLCngqrLjizkesEZjB8Fug_aem_butRBekgpBQ3tVxgm3nPjw - Motyl i globus o morzu Śródziemnym
https://www.facebook.com/motyliglobus/posts/pfbid034dmJSTiRCPUQqtrxxXPS7J9H9UcVoqdKw4sMPAthXvS9APBxzmrYJvs5JJQU3EBKl - Aktualizacja Planów Zarządzania Ryzykiem Powodziowym
https://powodz.gov.pl/pl/160 - Angrzej Jaguś, 2019. Water Retention Problem in the Mountain Areas: a Case of Sola River Flows, Polish Carpathians. https://doi.org/10.12911/22998993/111719
- Gribovszki, Z., Kalicz, P., Palocz-Andresen, M., i in. 2018. Hydrological role of Central European forests in changing climate – review. DOI: 10.28974/idojaras.2019.4.8
- Markart, G.; Kohl, B,: Perzl, F. (2007): Der Bergwald und seine hydrologische Wirkung – eine unterschätzte Größe? LWF Wissen, Freising, (55): 34-43. Translation: Margareta KhorchidiHydrological Effects of Mountain Forests – https://www.waldwissen.net/en/forest-ecology/protective-function/flood-protection/hydrological-effects-of-mountain-forests?fbclid=IwY2xjawFYtPBleHRuA2FlbQIxMAABHZ9MOo1kKlRiBHMGRHZnrZez971H9QHy34lkbr0gw53lMmOEBpgbku9nAA_aem_epM963fWxcB8zjV0CEH1AA

