Specjaliści analizują katastrofalną sytuację ekologiczną na Odrze pod względem przyczyn, zakresu i skutków, a eksperci i dziennikarze słusznie punktują mankamenty sposobu reakcji administracji publicznej na zaistniały kryzys. Warto przy tej okazji zauważyć, że cała sprawa ma wymiar systemowy związany nie tylko z kwestiami kadrowymi i sprzętowymi . Specyficznych problemów nie da się tak po prostu naprawić przeszkoleniem kadry czy wydatkowaniem pieniędzy na monitoring.

Kompleksowa – i w większości aktualna do dziś – diagnoza problemów instytucjonalnych, systemowych i proceduralnych związanych z gospodarką wodną w Polsce została przedstawiona w projekcie Polityki wodnej państwa do roku 2030 (z uwzględnieniem etapu 2016)[1] przygotowanym przez Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej w 2010 r. W kolejnych latach temat był szeroko omówiony m.in. w takich pracach jak „Raport o zagrożeniach związanych z wodą” (przygotowany w 2013 r. przez Komitet Badań nad Zagrożeniami związanymi z Wodą przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk [2]) czy „Raport Gospodarowanie Wodą: Wyzwania dla Polski (Fundacja Gospodarki i Administracji Publicznej, 2020 r.[3]). Przy okazji „sprawy odrzańskiej” nastąpiła medialna kumulacja różnych krytycznych głosów wobec działalności administracji publicznej i sposobu zarządzania ochroną wód w Polsce. Rozbudowaną diagnozę ekspercką można radykalnie streścić do konstatacji, że tzw. „zarządzanie zlewniowe” w Polsce zostało sprowadzone głównie do powołania „zlewniowych” jednostek administracji. Nie zostały natomiast wdrożone mechanizmy dające możliwość merytorycznego gospodarowania zasobami wód i chłonnością środowiska wodnego w obrębie tych zlewni. Wydaje się oczywistym, że nie jest to wina pracowników organów administracji; przyczyny należy szukać przede wszystkim w tym, że przepisy nie sprzyjają rzetelnemu wykonywaniu pracy, a tam gdzie dają one choćby ogólne wytyczne – to i tak nie wyposażono administracji w odpowiednie narzędzia i zaplecze techniczne do tego, by należycie wykonywać powierzone jej zadania. Rozproszona odpowiedzialność urzędów za ochronę środowiska sprawia, że nawet jeśli każdy organ zrobi to, co do niego należy – to i tak problem może pozostać nierozwiązany (i to niekoniecznie z powodu braku pieniędzy). Przykładem takich sytuacji mogą być chociażby liczne legalne i nielegalne miejsca zdeponowania odpadów: niektóre z nich stanowią bardzo wysokie zagrożenie dla wód podziemnych (np. w rejonie Bydgoszczy lub Jaworzna) lub zagrażają ważnym ostojom bioróżnorodności (np. w rejonie Doliny Baryczy).

Przy całej dyskusji dotyczącej systemowych problemów gospodarki wodnej nie powinien pozostać niezauważony fakt, że prawny poziom ochrony wód na przestrzeni ostatnich lat ulega stopniowemu osłabieniu – i temu problemowi dedykowana jest dalsza część artykułu.

Warunki korzystania z wód

Warto zacząć od przypomnienia, że według już nieobowiązującej ustawy z dnia 18 lipca 2001 r. – Prawo wodne, jednym z dokumentów planistycznych w zakresie gospodarowania wodami, a zarazem ważnym instrumentem zarządzania zasobami wodnymi, były „warunki korzystania z wód regionu wodnego” oraz „warunki korzystania z wód zlewni”[4]. Miały to być akty prawa miejscowego ustanawiane przez dyrektorów Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej (dalej: RZGW). Powinny one określać m.in. „szczegółowe wymagania w zakresie stanu wód” oraz „ograniczenia w korzystaniu z wód (…) niezbędne dla osiągnięcia ustalonych celów środowiskowych”. W 2008 r. opracowano (przy finansowym współudziale wszystkich RZGW) „Metodykę opracowywania warunków korzystania z wód regionu wodnego oraz warunków korzystania z wód zlewni”[5], w której wskazano m.in. określono m.in. zasady wykonywania bilansów ilościowych i jakościowych oraz zasady dokonywania ustaleń w zakresie przepływów nienaruszalnych. Na tej podstawie w latach 2012-2016 eksperci z instytutów badawczych, firm doradczych i organów administracji przeprowadzili szeroko zakrojone analizy, które ostatecznie przełożyły się na projekty stosownych rozporządzeń. Prawie wszyscy dyrektorzy RZGW (za wyjątkiem RZGW w Gliwicach) przyjęli rozporządzenia w sprawie warunków korzystania z wód regionów wodnych, które określały (ze zróżnicowanym stopniem szczegółowości) wytyczne dot. podstawowych charakterystyk hydrologicznych, wymagania mające na celu zachowanie ciągłości ekologicznej w rzekach oraz warunki odprowadzania ścieków i poboru wody (np. z których wynikała np. konieczność przeanalizowania skutków środowiskowych w rzece w odniesieniu do niekorzystnych warunków hydrologicznych). Bardziej szczegółowe ustalenia zaproponowano dla wielu zlewni, przy czym niestety większość tych prac nie znalazła przełożenia na akty prawne.

Niestety, zgodnie z art. 565 ust. 3 ustawy z dnia 20 lipca 2017 r. – Prawo wodne, od 23.12.2021 r. przestały obowiązywać wszystkie przyjęte rozporządzenia w sprawie warunków korzystania z wód. W pierwotnym rządowym projekcie ustawy nie było takiego ustalenia; pojawiło się ono dopiero w toku prac komisji sejmowych, przy czym zapis z ich posiedzeń nie zawiera informacji na temat okoliczności pojawienia się tego przepisu lub uzasadnienia jego wprowadzenia. „Wygaszenie” ww. aktów prawnych było tragicznym zaprzepaszczeniem wieloletniej pracy szerokiego kręgu ekspertów – jednak przede wszystkim jest ono bardzo istotnym osłabieniem prawnych wymagań dot. ochrony wód.

Ochrona ryb przez zasoleniem i zanieczyszczeniem cieplnym

Z dniem 1 stycznia 2018 r. przestało obowiązywać rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 4 października 2002 r. w sprawie wymagań, jakim powinny odpowiadać wody śródlądowe będące środowiskiem życia ryb w warunkach naturalnych [6] (był to skutek wejścia w życie ustawy z dnia 20 lipca 2017 r. – Prawo wodne). Określało ono m.in. poziomy takich wskaźników stanu wód, jak: temperatura (odnosząca się do pomiarów wykonywanych poniżej miejsca wprowadzenia „zanieczyszczenia cieplnego”), pH, BZT5, zawiesiny ogólne, różne związki biogenne, chlor i kilka innych istotnych parametrów.

Ww. rozporządzenie odzwierciedlało treść unijnej dyrektywa 78/659/EWG z dnia 18 lipca 1978 r. w sprawie jakości słodkich wód wymagających ochrony lub poprawy w celu zachowania życia ryb. Ramowa Dyrektywa Wodna [7] (dalej: RDW) wskazała, że ww. dyrektywa 78/659/EWG przestanie obowiązywać od 2013 r. Prawdopodobnie zadecydowało o tym naiwne założenie, że szczytne idee zawarte w RDW skutecznie zastąpią konkretne ustalenia wygaszanego aktu prawnego.

Kolejne przepisy (polskie i unijne) nie uwzględniały już kluczowych ustaleń wynikających z ww. wygaszonych przepisów. Dopóki ww. rozporządzenie obowiązywało, to badanie określonych w nich parametrów można było częściowo powiązać z wynikami Państwowego Monitoringu Środowiska (dalej: PMŚ), który często uwzględniał zbliżony katalog wskaźników (jednak odnosiły się do punktów pomiarowo – kontrolnych, a nie do miejsc wprowadzenia ścieków i np. „zanieczyszczenia cieplnego”).

Tu warto podkreślić, że PMŚ bada stan wód według wytycznych RDW – a więc jest ukierunkowany przede wszystkim na badanie stopnia osiągnięcia celów środowiskowych. Cele te są ustalane (głównie w planach gospodarowania wodami) dla jednolitych części wód (a więc np. nie dla wszystkich rzek, lecz tylko dla „znaczących elementów wód powierzchniowych” [8] – a jeszcze prościej dla głównych rzek lub ich odcinków, których stan ocenia się raz na kilka lat w punktach zamykających zlewnie – przykład na mapie poniżej).

Przykład lokalizacji punktu pomiarowo-kontrolnego do oceny stanu/potencjału jednolitych części wód powierzchniowych.

Z założenia więc RDW wyklucza badania rzek niemających statusu „jednolitych części wód powierzchniowych” (JCWP) (tzn. nie wszystkie dopływy są monitorowane, więc szukając źródła nieosiągnięcia dobrego stanu JCWP, należałoby wykonać dodatkowy monitoring i analizy). Ponadto nawet te JCWP bada się tylko w punktach reprezentatywnych – czyli niebędących pod bezpośrednim wpływem presji antropogenicznych (np. poniżej punktu zrzutu ścieków). Monitoring wynikający z RDW nie jest też ukierunkowany na identyfikację nagłych sytuacji kryzysowych. Wyczerpująco przedstawił to Piotr Panek na stronie internetowej Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska [9].

Monitorowanie zrzutu ścieków

Nie ma w Polsce przepisów, które jednoznacznie nakazywałyby monitorowanie wpływu zrzucanych ścieków na stan wód. Oczywiście konieczne jest badanie odprowadzanych ścieków pod kątem wskaźników zanieczyszczeń określonych w pozwoleniach wodnoprawnych (ich wartości co do zasady powinny odpowiadać poziomem ustalonym w przepisach [10], przy czym dość łatwo można dążyć do ich złagodzenia w trybie art. 82 pkt 2 ustawy Prawo wodne). Jednak badanie ścieków jest czymś zupełnie innym niż badanie reakcji środowiska na wprowadzane ścieki (choć taki warunek można nałożyć w decyzjach zezwalających na odprowadzanie wód lub ścieków). Przykładowo: rozporządzenie[10] mówi, że odprowadzane wody chłodnicze nie powinny mieć temperatury wyższej niż 35oC, natomiast nie ma przepisu który wskazałby wartość w rzece, której nie można przekroczyć.

Przy okazji warto wspomnieć, że zmieniające się przepisy prawne (zaostrzenie norm dla jakości ścieków wprowadzanych do wód) nie wymuszają zmiany obowiązujących pozwoleń wodnoprawnych, ponieważ prawo nie działa wstecz, więc pozwolenia wydane przed zmianą prawną obowiązują do czasu ich aktualizacji – więcej o tym niedługo w tekście Sebastiana.

Do końca 2021 r. w regionie wodnym Środkowej Wisły obowiązywało rozporządzenie dyrektora RZGW w Warszawie z dnia 3 kwietnia 2015 r. w sprawie warunków korzystania z wód, które mówiło o tym, że „wprowadzanie ścieków do wód o stanie poniżej dobrego nie może pogarszać w miejscu zrzutu zanieczyszczeń wartości tych parametrów fizykochemicznych i substancji priorytetowych, które zdecydowały o złym stanie wód”. W tym akcie prawnym ustalono również, że jeśli PMŚ nie dostarcza danych o stanie wód – to podmiot ubiegający się o pozwolenie wodnoprawne powinien samodzielnie dokonać oceny zanieczyszczenia rzeki (a to jest element niezbędny do ustalenia, czy rzeka ma możliwość przyjęcia dodatkowej porcji zanieczyszczeń bez znacznego uszczerbku jej stanu).

Jak już wiadomo, ten akt prawny – i jemu podobne – wygasł wraz z końcem 2021 r. Treść RDW nie pomoże zasypać wyrwy, która powstała po wygaśnięciu tych przepisów. Teoretycznie część tej luki mogłaby zostać naprawiona przepisami unijnej dyrektywy 2008/105/WE z dnia 16 grudnia 2008 r. w sprawie środowiskowych norm jakości w dziedzinie polityki wodnej, państwa członkowskie Unii Europejskiej. Według niej, państwa członkowskie UE mogą wyznaczyć „strefy mieszania” przylegające do punktów zrzutu. W takich strefach można byłoby monitorować poziom zanieczyszczenia określonych substancji. Niestety, takie ustalenia dyrektywa adresuje wyłącznie wobec substancji priorytetowych i ośmiu innych substancji zanieczyszczających – a więc nie obejmują one np. biogenów i wskaźników zasolenia. Ponadto, Polska – podobnie jak jeszcze kilka krajów UE – nie wdrożyła do swojego porządku prawnego mechanizmów umożliwiających tworzenie takich stref. Powstało jedynie pilotowe opracowanie dla RZGW w Krakowie [11]. Trzeba jednak wspomnieć o tym, że informacja o wymieszaniu zanieczyszczeń w wodach pojawia się w rozporządzeniu „ściekowym” [10], gdzie w §12 ust. 1 jest mowa o tym, że „ścieki przemysłowe o sumarycznym stężeniu chlorków i siarczanów powyżej 1500 mg/l, oraz wody pochodzące z odwodnienia zakładów górniczych niezależnie od sumy stężeń chlorków i siarczanów, mogą być wprowadzane (…) do śródlądowych wód powierzchniowych płynących – jeżeli sumaryczna zawartość stężeń chlorków i siarczanów w tych wodach, wyliczona przy założeniu pełnego wymieszania, nie przekroczy 1000 mg/l” (można tę wartość podwyższyć, „o ile nie spowoduje to szkód w środowisku wodnym i nie utrudni korzystania z wód przez innych użytkowników”).

Teoretycznie istnieje możliwość, aby na etapie decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach (wydawanych dla planowanych przedsięwzięć) określono skonkretyzowane warunki monitorowania wpływu na środowisko. Jest to jednak rzecz uznaniowa, zależna od indywidualnych rozstrzygnięć (zmiennych w czasie, zależnych od „wrażliwości” organów administracji na problemy wodne, która jest zróżnicowana w skali kraju) – i co do zasady nie obejmuje oddziaływań istniejących, lecz tylko planowane inwestycje.

Skoro więc co do zasady nie ma obligatoryjnego obowiązku wykonywania badań bezpośredniego oddziaływania ścieków na środowisko, to może jest obowiązek badania wpływu takich presji na stan całej JCWP? Tu już istnieją przepisy, z których można wyprowadzić taki obowiązek, natomiast niejasne są przepisy dotyczące „skonsumowania” wyników jego realizacji. Ustawa Prawo wodne formułuje (art. 317 ust. 1 pkt 3) obowiązek oceny wpływu znaczących oddziaływań antropogenicznych na stan wód – jest to etap prac związanych z opracowaniem planów gospodarowania wodami. Plany powinny być adekwatną odpowiedzią na diagnozę zidentyfikowanych problemów – przy czym są to dokumenty, z których może wynikać rekomendacja dotycząca np. przeglądu pozwoleń wodnoprawnych, a niekoniecznie ustalenia dotyczące indywidualnie wskazanych zrzutów wód lub ścieków.

Art. 325 (i art. 416 ust. 2) ww. ustawy wskazuje, że „Jeżeli wyniki monitoringu wód lub innych danych wskazują, że jest zagrożone osiągnięcie celów środowiskowych (…) dokonuje się dodatkowego przeglądu udzielonych pozwoleń wodnoprawnych”. Zresztą bez względu na wyniki monitoringu, każde pozwolenie powinno być poddane przeglądowi co najmniej raz na 4 lata (art. 416 ust. 1). Czynności w tym zakresie powinny być prowadzone – co do zasady – przez Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie (PGW WP). Przegląd pozwolenia może skutkować jego cofnięciem lub ograniczeniem wynikających z niego uprawnień (co z kolei może się wiązać z odszkodowaniami). Nie ma jednak prawnych wytycznych precyzujących sposób przeprowadzenia tego przeglądu. Co więcej, pracownicy PGW WP nie zawsze mają do dyspozycji odpowiednie narzędzia (np. programy do modelowania rozprzestrzeniania zanieczyszczeń w wodach) do tego by z całą pewnością stwierdzić, że za stan JCWP odpowiada jakiś konkretny element pozwolenia wodnoprawnego.

Czy zatem jesteśmy na takim dnie, że nawet nie słychać pukania od spodu? Na szczęście nie – może być gorzej. Od 2003 do końca 2017 r. wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska praktycznie nie miały solidnych podstaw prawnych do wymierzania kar pieniężnych z tytułu niespełniania warunków odprowadzania ścieków z oczyszczalni ścieków komunalnych. Według raportu [12] Najwyższej Izby Kontroli z 2017 r., „brak prawnych możliwości kontroli przez WIOŚ warunków jakości ścieków odprowadzanych z oczyszczalni (…) w oparciu o pomiary własne (…) – skutkował niemożnością, przez blisko 14 lat, sprawowania przez wyspecjalizowany w tym zakresie organ państwa, rzetelnej i obiektywnej kontroli jakości odprowadzanych ścieków z oczyszczalni, a tym samym niezapewnieniem w tym okresie jakiejkolwiek bezpośredniej kontroli pomiarowej ze strony organów państwa w zakresie jakości odprowadzanych ścieków”. Tę lukę prawną naprawiły ustalenia ustawy Prawo wodne. Jest więc cień nadziei na to, że i pozostałe mankamenty przepisów można zmienić na korzyść ochrony środowiska.

Stłuczony termometr

Badania PMŚ dotyczące stanu JCWP są prowadzone w oparciu o przepisy ustalające wartości poszczególnych parametrów oraz relacje pomiędzy tymi parametrami. RDW daje państwom członkowskim pewną swobodę przy ustalaniu parametrów (i ich wartości) oceny kondycji ekologicznej JCWP. Tak więc „dobry stan ekologiczny” dużej polskiej rzeki może być w praktyce czymś zupełnie innymi niż ten sam stan odnoszący się do dużej rzeki w Czechach, Francji czy Bułgarii. Wynika to zarówno z różnych przepisów w poszczególnych krajach i odmiennych doświadczeń w badaniu rzek, jak i ze zróżnicowanych warunków środowiskowych poszczególnych krajów.

RDW wskazuje m.in., że w JCWP należy monitorować m.in. zasolenie. Dyrektywa nie wskazuje jednak konkretnych wskaźników i ich wartości. W RDW ustalono, że stan dobry JCWP to taki stan, w którym m.in. zasolenie nie wykracza poza zakresy ustalone dla zapewnienia prawidłowego funkcjonowania ekosystemów i osiągnięcia wartości wymaganych dla dobrego stanu elementów biologicznych elementów. Tego typu okrągłe zdania wskazują, że to „sektor biologii” powinien określić wytyczne do tego, jakie powinna być standardy jakości wód w kontekście m.in. zasolenia.

W ostatnich latach zostały przeprowadzone w Polsce takie prace. Ujrzały one światło dzienne na etapie konsultacji publicznych projektu rozporządzenia Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej w sprawie klasyfikacji stanu ekologicznego, potencjału ekologicznego i stanu chemicznego oraz sposobu klasyfikacji stanu jednolitych części wód powierzchniowych, a także środowiskowych norm jakości dla substancji priorytetowych [13]. Załącznikiem do projektu rozporządzenia była m.in. praca pn. „Aktualizacja metod oceny stanu ekologicznego wód powierzchniowych na podstawie elementów fizykochemicznych. Zadanie 2.2. Opracowanie nowych wartości granicznych dla Wskaźników fizykochemicznych elementów oceny jakości wód powierzchniowych” [14] (Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy oraz Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej – Państwowy Instytut Badawczy, 2018). Z pracy tej wynika m.in., że wskaźnikiem zasolenia badanym we wszystkich rzekach powinna być przewodność elektrolityczna właściwa. Wskazano jednak, że na „rzekach zagrożonych zasoleniem” powinny być badane również substancje rozpuszczone, chlorki, wapń, magnez i twardość ogólna. W tym kontekście podkreślono, że „Zagrożenie zasoleniem dotyczy głównie cieków, do których odprowadzane są wody kopalniane lub występuje zrzut zasolonych wód związanych z niektórymi technologiami przemysłowymi. Realizacja monitoringu wód zasolonych ma głównie na celu ocenę zachodzących trendów w rzekach, do których zgodnie z pozwoleniem (wodnoprawnym, zintegrowanym) bezpośrednio odprowadzane są ścieki zasolone oraz części wód znajdujące się poniżej, jeśli odnotowuje się w nich podwyższone zasolenie”. Równolegle do tej pracy te same instytuty pracowały nad monografią pn. „Wskaźniki fizykochemiczne w ocenie stanu ekologicznego wód powierzchniowych – weryfikacja standardów środowiskowych”[15] w której zawarty te same wnioski oraz przedstawiono tabelę obrazującą korelacje pomiędzy parametrami biologicznymi i fizykochemicznymi. Z pracy tej wynika, że – poza rzekami zagrożonymi zasoleniem – nie ma zauważalnej potrzeby badania zasolenia wód w oparciu o szeroki katalog wskaźników.

Rozporządzenie klasyfikacyjne przyjęto ostatecznie w dniu 11 października 2019 r., a później zostało ono zastąpione przez analogiczne rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 25 czerwca 2021 r. Ustalenia ekspertów z IOŚ i IMGW nie znalazły jednak bezpośredniego przełożenia na treść tych aktów prawnych – nie da się z nich wyprowadzić informacji o tym, w których konkretnie rzekach należy badać komplet wskaźników zasolenia i jaki poziom zanieczyszczenia rzeki mógłby być uznany za odpowiedni lub nieodpowiedni. Z obydwu rozporządzeń wynika, że od 2021 r. stan zasolenia rzek i jezior w Polsce powinien być określany wyłącznie w oparciu o standardy dla przewodności elektrolitycznej właściwej – o ile plan gospodarowania wodami nie wskaże innych ustaleń. Przepisy dotyczące wykonywania badań monitoringowych [16] dają możliwość przeprowadzenia badań pozostałych wskaźników zasolenia – ale właśnie na rzekach „zagrożonych zasoleniem”. Jeżeli jednak nie ma dokumentu wskazującego te rzeki, a także nie ma prawnie ustalonych poziomów klas dla wskaźników innych niż przewodność – to śmiało można wyprowadzić wniosek, że cały monitoring sprowadza się jedynie do badania przewodności. Oczywiście nie oznacza to, że w Polsce nie ma rzek zagrożonych zasoleniem; takie rzeki są (o czym pisał na „Świecie Wody” m.in. Paweł Cieślar w artykule Problem zasolenia wód Wisły i Odry” oraz Sebastian Szklarek analizujący wyniki monitoringu Odry po katastrofie – „Zasolenie Odry – katalizator katastrofy na rzece.„), natomiast przepisy dały możliwość zastosowania mechanizmu: „Nie chcesz mieć gorączki? Stłucz termometr!”. Zresztą: termometr można stłuc jeszcze łatwiej; wyniki pomiarów stanu wód można uznać za niewiarygodne z powodu „niekorzystnych warunków pobierania próbek w okolicy stanowiska pomiarowego” – taką możliwość daje ww. rozporządzenie [17], nie wskazując systemu weryfikacji tego, czy słusznie stwierdzono „niekorzystne warunki pobierania próbek”.

Przepisy o szkodach w środowisku

Entuzjasta przepisów o ochronie środowiska mógłby tu zwrócić uwagę, że jeszcze mamy przepisy o szkodach w środowisku. Ustawa z dnia 13 kwietnia 2007 r. o zapobieganiu szkodom w środowisku i ich naprawie definiuje szkodę w środowisku wodnym jako „negatywną, mierzalną zmianę stanu lub funkcji elementów przyrodniczych”, „mającą znaczący negatywny wpływ na potencjał ekologiczny, stan ekologiczny, chemiczny lub ilościowy wód lub stan środowiska wód morskich w obszarach morskich”. Potencjał ekologiczny oraz ww. stany określa się dla JCWP w punktach pomiarowo – kontrolnych – a więc ta definicja również nie uwzględnia wpływu na wody niemające statusu JCWP. Mamy jeszcze rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 22 lipca 2019 r. w sprawie kryteriów oceny wystąpienia szkody w środowisku – ale ono również odnosi się wyłącznie do parametrów stanu JCWP. Takie podejście do „szkód w wodach” jest jawnie sprzeczne z wytycznymi Komisji Europejskiej w sprawie pojmowania i identyfikowania szkód w środowisku [18]. Wskazuje się w nich, że pogorszeniem wód (mającym znamiona „szkody”) jest nie tylko pogorszenie stanu całej JCWP, ale każdej z wód powierzchniowych, nawet jeśli nie ma to znaczenia dla JCWP. Szkodą w wodach może być również uszczuplenie usług ekosystemowych świadczonych przez wody. Takie podejście do strat przyrodniczych w ogóle nie jest dostrzegane przez krajowy system przepisów o szkodach w środowisku.

Czy da się coś zmienić?

Od wielu lat sygnalizowane są znaczne problemy polskiego systemu zarządzania ochroną wód. Nie jest to problem wyłącznie jednej instytucji, nie sprowadza się on tylko do braku pieniędzy czy mankamentów prawnych. Te zjawiska się kumulują i są potęgowane przez „syndrom krótkiej ławki” – wciąż nie ma wystarczającej liczby osób posiadających wiedzę merytoryczną i mogącą wspomóc wzrost poziomu ochrony środowiska wodnego (wystarczy spojrzeć na bardzo ubogą ofertę studiów lub szkoleń branżowych oraz na niewielką „atrakcyjność” zarobków specjalistów w „administracji wodnej”). Na razie bez odpowiedzi pozostanie pytanie o to, czy katastrofa ekologiczna na Odrze będzie sygnałem do wprowadzenia nowych standardów, lub choćby szansą na przywrócenie tego poziomu ochrony który jeszcze niedawno dawał nadzieję na poprawę sytuacji.


[1] https://www.kzgw.gov.pl/index.php/pl/113-nieprzypisany/196-projekt-polityki-wodnej-panstwa-do-roku-2030

[2] https://journals.pan.pl/nauka/106388

[3] https://oees.pl/wp-content/uploads/2020/11/raport_gospodarowanie_woda_2611ost.pdf

[4] Gwoli ścisłości trzeba odnotować, że już w 1997 r. do ustawy z dnia 24 października 2074 r. – Prawo wodne, wpisano konieczność ustanowienia „warunków korzystania z wód dorzecza”, które miały uwzględniać m.in. „bilans wodno-gospodarczy dorzecza”.

[5] Tyszewski S. (kier.), Metodyka opracowywania warunków korzystania z wód regionu wodnego oraz warunków korzystania z wód zlewni. Pracownia Gospodarki Wodnej „PRO-WODA”, Warszawa 2008.

[6] oraz jego „morski” odpowiednik, tj. rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 4 października 2002 r.

w sprawie wymagań, jakim powinny odpowiadać morskie wody wewnętrzne i wody przybrzeżne będące środowiskiem życia skorupiaków i mięczaków

[7] Dyrektywa 2000/60/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 23 października 2000 r. ustanawiająca ramy wspólnotowego działania w dziedzinie polityki wodnej

[8] zgodnie z art. 16 pkt 20 ustawy z dnia 20 lipca 2017 r. – Prawo wodne, „jednolita część wód powierzchniowych” to „znaczący element wód powierzchniowych”; wykaz tych części wód (a także ustalanie dla nich celów środowiskowych) jest elementem procesu związanego z przygotowaniem planów gospodarowania wodami

[9] https://wody.gios.gov.pl/pjwp/publication/248

[10] zob. rozporządzenie Ministra Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej z dnia 12 lipca 2019 r. w sprawie substancji szczególnie szkodliwych dla środowiska wodnego oraz warunków, jakie należy spełnić przy wprowadzaniu do wód lub do ziemi ścieków, a także przy odprowadzaniu wód opadowych lub roztopowych do wód lub do urządzeń wodnych

[11] Identyfikacja substancji priorytetowych i określenie stref mieszania w zlewni rzeki pilotażowej – rzeka Silnica.

[12] https://www.nik.gov.pl/kontrole/wyniki-kontroli-nik/pobierz,ksi~p_16_047_201610131042441476355364~01,typ,kk.pdf

[13] https://legislacja.rcl.gov.pl/projekt/12322856

[14] https://legislacja.rcl.gov.pl/docs//524/12322856/12611940/12611941/dokument407481.PDF

[15] https://www.gios.gov.pl/images/dokumenty/pms/monitoring_wod/Zadanie_2-7_Monografia_naukowa_POPR.pdf

[16] rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 13 lipca 2021 r. w sprawie form i sposobu prowadzenia monitoringu jednolitych części wód powierzchniowych i jednolitych części wód podziemnych

[17] pkt V zał. 12 rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 25.06.2021 r.

[18] Zawiadomienie Komisji – Wytyczne zawierające wspólne rozumienie pojęcia „szkody wyrządzonej środowisku naturalnemu” zdefiniowanej w art. 2 dyrektywy 2004/35/WE Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie odpowiedzialności za środowisko w odniesieniu do zapobiegania i zaradzania szkodom wyrządzonym środowisku naturalnemu (2021/C 118/01, Dz. Urz. UE z dnia 07.04.2021 r.)

Patronite
Wesprzyj naszą działalność darowizną poprzez Patronite – szczegóły w linku https://patronite.pl/%C5%9AwiatWody