Ciepły czerwcowy weekend w późnym antropocenie, gdzie temperatury w Polsce przewyższają notowane w tym samym czasie w basenie można śródziemnego. Aż tu nagle boom, brak wody w skierniewickich kranach. Ot taka niespodziewana sytuacja, bo przecież wystarczy odkręcić kran i woda leci, przynajmniej powinna. Media momentalnie podejmują temat głosząc wszem i wobec, że z powodu suszy w Skierniewicach zabrakło wody w sieci wodociągowej. W kolejnych dniach masowy wysyp podobnie wybrzmiewających artykułów. A jak to było naprawdę? Zapraszam do lektury.

Pierwsze wiadomości dotyczące sytuacji w Skierniewicach można podsumować fragmentami dwóch medialnych doniesień:

„Skierniewice mają problem z wodą. Wszystko przez suszę.”

„W Skierniewicach zabrakło wody. Jacek Pełka, prezes Wod-Kan: jeśli nie spadnie deszcz, sytuacja nadal będzie dramatyczna

Nie chcę wchodzić w szczegóły, drugiego fragmentu. Czy był wyrwany z całej wypowiedzi czy nie, bo staram się w tej sprawie wyłączyć emocje i przeanalizować ją na chłodno. Z początku trochę mi to nie wyszło, ale dzięki opinii Czytelniczki trochę się zreflektowałem i z tego powodu, wpis powstaje kilka dni po całej sytuacji. Chwila oddechu pozwoliła podejść mi do tematu bez emocji i zrobić przegląd doniesień medialnych w tej sprawie oraz poczytać komentarze pod nimi.

Przyjrzyjmy się sprawie szerzej. Na stronach skierniewickiego wod-kanu możemy przeczytać, że woda jest czerpana z ujęć głębinowych. Zagrożenie suszą hydrogeologiczną jest w naszym kraju jak na razie niskie (szczegóły we wcześniejszym wpisie – Zagrożenie suszą w Polsce – informacje po konferencji Stop suszy.). Minie wiele lat, zanim deszcz dotrze na głębokość najpłytszych ujęć – czwartorzędowego: studnie o głębokościach 82 m.

W jaki zatem sposób deszcz może załagodzić sytuację w Skierniewicach? Odpowiedzi udzielają nam kolejne akapity artykułów:

Mieszkańcy bardzo obficie podlewają swoje ogródki, a plantatorzy pola truskawek czy borówek. Poza tym coraz częściej, projektując np. ogród, instaluje się automatyczne podlewanie, które uruchamia się niezależnie od pogody.

Jeśli spojrzymy na to co się dzieje w całym kraju to w niektórych miejscach apele dotyczące ograniczenia zużycia wody są wynikiem obniżenia się poziomu wody w rzekach lub płytkich ujęciach wód podziemnych. We wszystkich tych apelach powtarza się ta sama prośba:

O ograniczenie podlewania ogrodów, mycia aut, napełniania basenów.

Przykład Skierniewic pokazał, że woda w kranach może przestać płynąć nie tylko z powodu deficytu wody w ujęciu w trakcie suszy. Mimo, że wod-kan posiadał zapasowe zbiorniki na wypadek zwiększonego poboru, to z powodu nieczynnych kilku ujęć nie nadążyli z dostarczeniem wody zgodnie z zapotrzebowaniem. Jak zwykle w takich sytuacjach szuka się winnego. W przekazach medialnych i komentarza wyłoniono dwóch winnych: wod-kan i susza. Ale to nie ich wina, z kilku powodów:

Po pierwsze w mniejszy miejscowościach (wodociągach) wydajność ujęć szacowana jest dla przeciętnego zużycia, aby zrównoważyć rachunek ekonomiczny budowy i utrzymania całej infrastruktury wodociągowej. Zatem bez podnoszenia jednostkowej ceny metra sześciennego wody nie da się zwiększyć ich wydajności. Poza tym wzrost kosztów całorocznego utrzymania dla kilkudniowej gotowości jest wbrew zdrowemu rozsądkowi.

Nawet jak odłożymy na bok zdrowy rozsądek, to wzrost cen jest medialnie i społecznie nie do przyjęcia. Wyobrażacie sobie jaka byłaby reakcja, gdyby którykolwiek zakład wodociągowy podniósł kilkukrotnie cenę dostarczanej wody? Już teraz można było przeczytać następujące komentarze:

„Żarty sobie robicie? Za wodę płacimy jak za złoto. Mniejsze ciśnienie ok, ale żeby nawet z toalety nie było jak skorzystać. Rozumiem że będziecie też obniżać w ten sam sposób ceny”

Czy to aby na pewno aż tak drogo? Zgodnie z cennikiem wod-kanu mieszkańcy płacą 2,88 zł / m3 wody przeznaczonej do spożycia lub na cele socjalno-bytowe. To nie są najwyższe ceny w kraju. Warto jednak zwrócić uwagę, że we wszystkich cennikach wodociągowych jest podana cena wody przeznaczonej do spożycia lub na cele socjalno-bytowe. Zgodnie z definicjami zapisanymi w ustawie Prawo wodne:

  1. woda przeznaczona do spożycia przez ludzi – rozumie się przez to:
    • wodę w stanie pierwotnym lub po uzdatnieniu, przeznaczoną do picia, przygotowania żywności lub innych celów domowych, niezależnie od jej pochodzenia i od tego, czy jest dostarczana z sieci dystrybucyjnej, cystern, w butelkach lub pojemnikach
    • wodę wykorzystywaną przez przedsiębiorstwo produkcji żywności do wytwarzania, przetwarzania, konserwowania lub wprowadzania do obrotu produktów albo substancji przeznaczonych do spożycia przez ludzi;

Definicja wody na cele socjalno-bytowe nie została określona, ale bazując na definicjach ścieków, są to wody zużywane w domach podczas kąpieli, prania, zmywania i w toaletach.

Zatem powyższe zdefiniowanie wód do spożycia i na cele socjalno-bytowe nie obejmuje podlewania ogródków, mycia samochodów czy napełniania basenów. W okresie suszy, której towarzyszą zazwyczaj wysokie temperatury, zapotrzebowanie na wodę dla tych celów rośnie. Niestety brak odpowiedniego podejścia powoduje, że aby łagodzić odczuwane skutki suszy i upałów używamy wody wodociągowej, zamiast np. zgromadzonej wody deszczowej czy też wody szarej. Oba rodzaje wody można też wykorzystywać do spłukiwania toalet, a w przypadku deszczówki także do pozostałych celów socjalno-bytowych.

A tak na marginesie mycie samochodów, nawet na własnej posesji jest zabronione i można dostać za to mandat ;).

Rozwój technologii i oddelegowanie zaopatrzenia w wodę na podmiot zewnętrzny spowodowały poczucie złudnego bezpieczeństwa i niewyczerpywalności zasobów wodnych. W sytuacjach, gdy wody zabraknie lub jest wysokie ryzyko jej niedoboru zakłady wodociągowej wspólnie z samorządami apelują lub zakazują wykorzystywać wodę na cele inne niż do spożycia czy socjalno-bytowe. Niestety jest to walka z wiatrakami, ponieważ nie da się tego wyegzekwować, do czego przyznają się sami wodociągowcy:

Apelujecie, żeby oszczędzać wodę i używać jej jedynie do celów socjalno-bytowych. Uważacie, że ktoś was posłucha? Przecież nie macie żadnej możliwości egzekwowania tego apelu, a Polacy są dość przekorni…
– Fakt, nie mamy. Odwołujemy się do sumień, prosimy, próbujemy uświadamiać. Można nasze prośby ignorować, ale jeśli nie będziemy wody oszczędzać, my, spółka Wod-Kan, będziemy zmuszeni ją racjonować.

Jeśli nie zmienimy podejścia do używania wody wodociagowej to takie sytuacje jak w Skierniewicach będą się powtarzać w całym kraju. Jak możemy przeczytać na stronach, które podeszły rzetelniej do tematu:

„Statystyczny Polak w ciągu doby wykorzystuje 150 litrów. Większość jest wylewana do kanalizacji. 35 proc. trafia do odpływu wanny lub prysznica, 30 proc. jest spuszczane w toalecie. Zaledwie 1-2 litry wypijamy.”

„- Trzeba przypomnieć, że jeszcze kilkanaście lat temu Polacy zużywali znacznie więcej wody, nawet do 300 litrów dziennie (i na takie normy budowano kiedyś sieci w dużych miastach, w małych ośrodkach sieci są młodsze i dostosowane do niższego zużycia), dopiero powszechnie wprowadzone opomiarowanie, które zastąpiło popularne wcześniej ryczałty, sprawiło, że zużycie znacznie spadło.”

Podsumowując – co powinniśmy zrobić, aby uniknąć takich sytuacji w przyszłości?

  1. Zaakceptować wzrost cen – jeśli chcemy wodę wodociągować używać do wszystkich opisanych powyżej celów.
  2. Zmienić podejście i szukać alternatyw – czyli ograniczanie zużycia wody poprzez zagospodarowanie wód opadowych i wody szarej – skoro da się zrobić piwo z wody deszczowej, to czemu nie można się w niej wykąpać?
  3. Edukować i zwiększać świadomość społeczeństwa – pomimo, że są prowadzone liczne działania w tym zakresie to przykład wielu miejscowości pokazuje, że świadomość nadal jest za niska.

I na zakończenie jeszcze jeden cytat do przemyśleń i zwiększenia świadomości:

Jak tłumaczy ekspert Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie,  sieci nie są przystosowane do radzenia sobie ze zwiększonym poborem (niewydajne są przede wszystkim stacje uzdatniania wody), bo gdyby były zwymiarowane na przypadki skrajne to wówczas pociągałoby to za sobą znacznie wyższe opłaty dla mieszkańców.

– Trzeba też dodać, że od czasu gdy zmieniło się prawo wodne, przedsiębiorstwa płacą opłatę stałą od wielkości domniemanego poboru, dlatego przypuszczam, że mniejsze przedsiębiorstwa występują o pozwolenia bliskie granicy zużycia – chodzi tu o dziesiątki tysięcy złotych oszczędności. Teraz nawet mając techniczną możliwości na stacji, mogą nie chcieć czerpać większej ilości wody bo to wiąże się z karami.

Okazało się, że Skierniewice to wierzchołek góry lodowej – jedyny nagłośniony ogólnopolski przypadek – więcej znajdziecie we wpisie Ograniczenia w korzystaniu z wody wodociągowej 2019.

Podobał Ci się mój artykuł? Możesz wesprzeć moją działalność darowizną i zostając moim Patronem lub Mecenasem
tutaj więcej informacji

Możesz też zarejestrować się poprzez poniższy formularz, aby otrzymywać powiadomienia o nowych artykułach. Nie ujawnię nikomu Twojego adresu!

 

 


Więcej informacji:

Dwa najbardziej wartościowe artykuły:

Mamy susze, czy zabraknie wody w kranach – artykuł z portalsamorzadowy.pl

Polskę suszy – artykuł ze strony finanse.wp.pl

 

Pozostałe materiały, które pomogły mi stworzyć ten wpis:

Nie ma wody w Skierniewicach. „To początek kryzysu, który dotknie całą Polskę” – tu relacje o skuteczności apeli o ograniczanie zużycia wody

Brakuje wody w Skierniewicach – tu m.in. opinie mieszkańców o sytuacji

Nie ma wody w Skierniewicach.

W Skierniewicach zabrakło wody. Jacek Pełka, prezes Wod-Kan: jeśli nie spadnie deszcz, sytuacja nadal będzie dramatyczna [ROZMOWA] – jeden z pierwszych artykułów jaki zobaczyłem w tej sprawie.

Woda, nasze dobro luksusowe. Czy w Polsce może jej zabraknąć?

o myciu samochodów – ze strony motofakty.pl