W ostatnich latach dużo się mówi o poprawie retencji. Przeglądają doniesienia medialne mam wrażenie, że dominują dwa główne sposoby – budowa zbiorników i renaturyzacja rzek. Następna jest błękitno-zielona infrastruktura (BZI), głównie w miastach. Jednakże niezależnie od wad i zalet dwóch pierwszych rozwiązań, dotyczą one retencji w najniższym punkcie krajobrazu jakim jest dolina rzeki. To tak jakby myśleć o budowie domu od dachu, a nie fundamentów. BZI jest bliższa idei retencji opadów tam gdzie spadają na ziemię, ale promowanie ich w kontekście obszarów miejskich powoduje, że mogą objąć tylko niewielki % powierzchni kraju.
Analizując dane dla województwa łódzkiego zebrałem konkretne wartości pokazujące, gdzie powinniśmy zacząć. Grunty rolne stanowią 68,77% powierzchni województwa, do tego trzeba dodać informację o własności 75% powierzchni jest w rękach prywatnych. Te dwie wartości pokazują, że bez współpracy z rolnikami i wsparciu ich różnymi mechanizmami w poprawie zdolności retencyjnej na ich terenach, będzie nam trudniej poradzić sobie z powodzią czy suszą. Szczególnie, że w przypadku suszy to głównie rolnicy odczuwają jej skutki. Zatrzymanie nawet kilku litrów na każdym metrze kwadratowym obszarów rolniczych to miliony metrów sześciennych retencji opadów.
Rozproszone rozwiązania zgodne z zasadą 3S (więcej w tekście Krajobraz retencyjny w portugalskiej Tamerze) są wielkopowierzchniowym ograniczeniem ryzyka w skali całego kraju.
W przypadku danych dla woj. łódzkiego, którego powierzchnia wynosi 18 219 km² każdy dodatkowy litr zatrzymany na terenach rolniczych to 12 529 206 m3 zatrzymanej wody opadowej.


Chcecie więcej doniesień ze świata nauki i ciekawy wodnych analiz? Wspierajcie nasz blog regularnie poprzez Patronite lub jednorazowo stawiając nam kawę 🙂



